Home » Jak urządzić balkon, żeby można było korzystać z niego przez większą część roku?

Jak urządzić balkon, żeby można było korzystać z niego przez większą część roku?

Jak urządzić balkon, żeby można było korzystać z niego przez większą część roku?

Balkon przez większość roku kojarzy się w Polsce z graciarnią, suszarnią albo po prostu z miejscem, na które wychodzi się tylko po to, żeby wytrzepać dywan lub wyrzucić butelki. Zimą jest za zimno, jesienią za mokro, wiosną wieje, a latem patelnia. Żal z tego rezygnować, zwłaszcza jeśli mieszkasz w bloku i każdy metr kwadratowy wolnej przestrzeni jest na wagę złota. Da się to zmienić bez robienia generalnego remontu i bez brania kredytu na przeszklenie całej loggii. Cała sztuka polega na tym, żeby przestać traktować balkon jak zewnątrz, a zacząć jak mały pokój, który po prostu nie ma dachu. Albo ma, ale za to dużo świeżego powietrza wokół.

Od czego zacząć, czyli wiatr i deszcz to Twoi główni wrogowie

Zanim zaczniesz wybierać poduszki i kwiatki, musisz załatwić sprawy techniczne. Największym problemem w korzystaniu z balkonu poza sezonem letnim nie jest niska temperatura, tylko wiatr. Jeśli na zewnątrz jest dziesięć stopni na plusie, ale wieje lodowaty wiatr, to nawet w kurtce nie wysiedzisz tam dłużej niż pięć minut. Z kolei deszcz potrafi zniszczyć zwykłe meble w jeden weekend.

Najprostszym sposobem na okiełznanie wiatru są osłony. Zapomnij o cienkich zielonych szmatkach z marketu, które po pierwszym mocniejszym podmuchu straszą postrzępionymi sznurkami. Lepiej sprawdzą się pełne panele z technorattanu, drewniane lamelle albo specjalne plisy balkonowe. Tworzą one barierę, która sprawia, że w kąciku robi się zacisznie. Jeśli masz taką możliwość, pomyśl też o roletach zewnętrznych lub chociażby solidnych zasłonach z materiału wodoodpornego. Brzmi dziwnie? Zasłony na zewnątrz? A jednak to działa rewelacyjnie. Gdy wieje i zacina deszcz, po prostu je zaciągasz i masz swoją prywatną, chronioną fromę.

Podłoga, która nie mrozi w stopy

Nic tak nie psuje przyjemności z siedzenia na zewnątrz jak lodowata posadzka ciągnąca od betonu. Gołe płytki ceramiczne na balkonie to świetny wynalazek, ale tylko w sierpniu. W chłodniejszych miesiącach zamieniają się w miniaturowe lodowiska dla stóp.

Najszybszym ratunkiem są podesty kompozytowe albo drewniane płytki klikane. Układa się je na starym betonie w kilka godzin, bez kleju i wiercenia. Drewno jest naturalnie ciepłe w dotyku, a kompozyt nie chłodzi tak mocno jak gres. Dodatkowo na podłodze musi wylądować dywan. Tak, zwykły dywan, tylko że zewnętrzny – sznurkowy, z polipropylenu. Deszcz mu nie straszny, schnie momentalnie, a robi gigantyczną różnicę w odbiorze przestrzeni. Kiedy stopy mają miękko i ciepło, mózg natychmiast przestaje rejestrować, że na zewnątrz panuje chłód.

Meble, czyli siedzenie jak w domu

Większość ludzi popełnia błąd, kupując na balkon plastikowe krzesła z marketu albo ciężkie meble ogrodowe, które potem trzeba gdzieś magazynować. Kluczem do całorocznego balkonu są meble hybrydowe, czyli takie, które wyglądają jak salonowe, ale są odporne na kaprysy pogody.

Świetnie sprawdzają się małe kanapy z ramą aluminiową obciągniętą linką lub technorattanem. Ważne, żeby poduszki miały pokrowce z tkanin wodoodpornych. Jeśli zapowiadają deszcz, po prostu wrzucasz je do skrzyni albo do przedpokoju, a sama baza mebla zostaje na zewnątrz. Fotel typu kokon albo wiszący bujak też robi robotę, zwłaszcza jeśli wrzucisz do niego gruby koc. Pamiętaj tylko o zasadzie – im mniej rzeczy zagracających przestrzeń, tym łatwiej utrzymać tam porządek i tym chętniej będziesz tam wychodzić.

Tekstylia robią całą robotę

Znasz to uczucie, kiedy wchodzisz do pokoju i od razu czujesz, że jest przytulnie? To zasługa tkanin. Na balkonie działa to dokładnie tak samo. Koc polarowy wrzucony na krzesło to za mało. Potrzebujesz konkretnego arsenału tekstyliów.

Zaopatrz się w grube, wełniane pledy albo koce sherpa, które zatrzymują ciepło jak mały piecyk. Przydadzą się też poduszki dekoracyjne. Nie bój się wyciągnąć na zewnątrz tekstyliów, które zazwyczaj kojarzą się z salonem. Oczywiście nie zostawiaj ich na deszczu, ale trzymaj w specjalnej skrzyni na balkonie. Gdy tylko zechcesz wypić kawę w październikowe popołudnie, wyciągasz je, otulasz się i nagle okazuje się, że chłód wcale nie przeszkadza w relaksie.

Światło, które grzeje wzrokiem

Dni robią się krótkie. Jesienią i zimą ciemno robi się już o czwartej po południu. Jeśli Twój balkon ma być użyteczny, musisz go dobrze oświetlić. Zapomnij o jednej sufitowej żarówce, która świeci prosto w oczy i przypomina oświetlenie na peryferyjnym dworcu kolejowym.

Stwórz warstwy światła. Użyj girland żarówkowych z ciepłym światłem – te małe żarówki dają niesamowity klimat i sprawiają, że przestrzeń wydaje się mniejsza i bardziej intymna. Do tego dołóż latarnie ze świecami (lub bezpieczniejszymi świecami LED na baterie z czujnikiem zmierzchu) oraz małą lampkę stojącą odporną na wilgoć. Ciepłe światło ma to do siebie, że psychicznie podnosi temperaturę otoczenia o kilka stopni. Kiedy wokół jest ciemno, a na balkonie pali się miękkie światło, od razu chce się tam usiąść z kubkiem gorącej herbaty.

Ogrzewanie, czyli krok dla zmarzluchów

Jeśli chcesz korzystać z balkonu nawet wtedy, gdy temperatura spada w okolice zera, musisz pomyśleć o dodatkowym źródle ciepła. Nie, nie mówimy tu o rozpalaniu ogniska. Na rynku jest mnóstwo bezpiecznych rozwiązań.

Popularne stają się promienniki podczerwieni. Są małe, można je powiesić nad stołem albo przymocować do ściany. Działają jak słońce – nie ogrzewają powietrza, które i tak zaraz wywieje wiatr, tylko bezpośrednio Ciebie i przedmioty wokół. Włączasz taki gadżet i po dziesięciu sekundach czujesz przyjemne ciepło, nawet przy chłodnej aurze. Alternatywą są mniejsze nagrzewnice tarasowe gazowe lub po prostu… porządny termofor i grzejnik elektryczny podpięty na chwilę przez okno, choć promiennik jest zdecydowanie wygodniejszy.

Zieleń, która nie umiera we wrześniu

Większość roślin balkonowych to jednoroczne pelargonie czy surfinie, które wraz z końcem lata marnieją i nadają się do wyrzucenia. Nic dziwnego, że potem balkon wydaje się smutny i martwy.

Żeby cieszyć się zielenią przez cały rok, musisz postawić na iglaki, trawy ozdobne i krzewy zimozielone. Kosodrzewina, miniaturowe świerki, bukszpany czy bluszcz świetnie czują się w donicach i nie tracą igliwia ani liści zimą. Trawy takie jak trzcinnik czy miskant pięknie szumią na wietrze i dobrze wyglądają nawet przysypane pierwszym śniegiem. W donicach możesz też posadzić wrzosy, a na wiosnę cebulki tulipanów i żonkili, które wyjdą z ziemi jako pierwsze. Dzięki temu Twój balkon żyje przez dwanaście miesięcy w roku, zmieniając tylko scenografię, a nie znikając całkowicie.

Małe rytuały robią całą robotę

Urządzenie balkonu to jedno, ale zmiana nawyków to druga, równie ważna sprawa. Przestań myśleć o balkonie jako o czymś osobnym od mieszkania. Traktuj go jak przedłużenie salonu. Zamiast pić poranną kawę przed telewizorem, zawiń się w koc, weź kubek i wyjdź na zewnątrz na dziesięć minut. Nawet w chłodny poranek to pobudza lepiej niż podwójne espresso. Świeże powietrze dotlenia mózg, a zmiana otoczenia daje chwilę resetu przed pracą.

Nie potrzebujesz wielkich budżetów ani przeszklonych tarasów, żeby cieszyć się widokiem nieba przez cały rok. Wystarczy odrobina konsekwencji w odcięciu wiatru, zadbanie o ciepłą podłogę, miękki koc i dobre światło. Balkon ma służyć Tobie, a nie sąsiadom do oceny, czy masz posprzątane. Zrób tam swoją strefę spokoju i korzystaj z niej bez względu na to, co pokazuje termogram za oknem.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.