Home » Jak organizm reaguje na brak światła

Jak organizm reaguje na brak światła

Jak organizm reaguje na brak światła

Zastanawiałeś się kiedyś, co dzieje się z człowiekiem, kiedy nagle zabiera mu się słońce? Nie mówimy tu o kapryszie polskiej jesieni, kiedy przez dwa tygodnie niebo ma kolor brudnej szmaty do podłogi. Mowa o odcięciu całkowitym. O jaskiniach, bunkrach i eksperymentach naukowych, w których śmiałkowie spędzali miesiące bez ani jednej iskry naturalnego światła.

Światło to dla nas coś tak oczywistego jak woda dla ryby. Dopiero kiedy znika, organizm zaczyna powoli tracić sterowność. Nasze ciało to w gruncie rzeczy skomplikowany zegar biologiczny, który do sprawnego chodzenia potrzebuje słońca jak mechaniczny sikor nakręcania. Bez tego impulsu wszystko zaczyna się rozjeżdżać.

Wewnętrzny zegar bez baterii

W głowie mamy taki mały ośrodek, który nazywa się jądrem nadskrzyżowaniowym. Brzmi jak zaklęcie z Hartera Potera, ale to po prostu biurowiec zarządzający naszym rytmem dobowym. Kiedy otwierasz rano oczy i wpada do nich światło, ten biurokrata wysyła sygnał: wstajemy, produkujemy kortyzol, podkręcamy metabolizm, życie toczy się dalej.

Kiedy światła brakuje, biurokrata głupiejje. Nie wie, czy jest wtorek, godzina dziesiąta rano, czy może czwartkowa noc. W warunkach laboratoryjnych, gdzie odcięto ludzi od wszelkich wskazówek zegara i słońca, organizm naturalnie przechodzi na cykl trwający około 25 zamiast 24 godzin. Niby jedna godzina różnicy, ale po tygodniu Twój żołądek chce jeść obiad w środku nocy, a mózg domaga się snu w samo południe.

To trochę tak, jakbyś próbował zsynchronizować zegarki w całej rodzinie, każdy w innym pokoju i bez telefonu. Zaczyna się robić bałagan.

Hormonalne domino

Najszybciej brak światła odbija się na dwóch substancjach: melatoninie i serotoninie. Melatonina to ten fajny hormon, który mówi nam, że czas na sen. Normalnie jej produkcja rusza po zmroku. W ciemnościach totalnych organizm zaczyna produkować ją w sposób niekontrolowany albo gubi jej rytm zupełnie. Ludzie zamknięci w jaskiniach często zgłaszali, że czują się ciągle przymuleni, bo ich ciało nie wie, czy ma spać, czy biec.

Z kolei serotonina, czyli hormon szczęścia, potrzebuje słońca jak kwiat wody. Bez bodźców świetlnych jej poziom spada. I tu nie chodzi o to, że od razu masz depresję. Chodzi o taką cichą, pełną rezygnacji szarzyznę myśli. Wszystko staje się obojętne. Znika energia do działania, a najprostsze decyzje zaczynają męczyć bardziej niż wejście na dziesiąte piętro z zakupami.

Do tego dochodzi witamina D, choć tutaj sprawa jest prostsza – organizm sam jej nie wyprodukuje bez UVB ze słońca. Kości słabną, odporność spada jak liście jesienią, a organizm staje się idealnym celem dla każdego napotkanego wirusa.

Co dzieje się z głową, gdy gasną światła?

Ciało to jedno, ale najciekawsze dzieje się w psychice. Mózg bez zewnętrznych bodźców świetlnych zaczyna żyć własnym życiem. Skoro nie dostarcza mu się informacji z zewnątrz, zaczyna je produkować sam. Stąd u osób pozbawionych światła krótko po odcięciu pojawiają się dziwne efekty wzrokowe, a z czasem nawet halucynacje.

Pamięć zaczyna płatać figle. Dni zlewają się w jedną wielką, szarą masę. W normalnym życiu mamy punkty zaczepienia – słońce w zenicie, zachód, zmrok, poranna kawa przy oknie. Bez tego czas traci liniowość. Przestajesz rozumieć, czy dane wydarzenie było wczoraj, czy trzy tygodnie temu.

Warto też wspomnieć o wzroku. Oczy to przecież część mózgu wyprowadzona na zewnątrz. Kiedy nie muszą pracować, kiedy nie muszą dostosowywać ostrości, reagować na kontrast i odległość, po prostu lenieją. Długotrwały brak światła może prowadzić do problemów z akomodacją, kiedy po powrocie do jasnego świata nagle okazuje się, że wszystko razi i boli.

Jak radzimy sobie z tym na co dzień?

Oczywiście rzadko trafiamy do jaskiń na pół roku. Większość z nas funduje sobie jednak małą, domową wersję tego stanu od października do marca. Wychodzisz do pracy – ciemno. Wracasz z pracy – ciemno. Siedździsz pod sztucznym oświetleniem w biurze, które ma się do słońca tak jak margaryna do masła.

Organizm reaguje na to dokładnie tak samo, tylko w wersji light – stajemy się ospali, jemy więcej słodyczy (bo mózg próbuje podnieść poziom serotoniny szybkim cukrem) i łapiemy tzw. zimową zadumę, która w praktyce jest po prostu łagodną formą niedoboru światła.

Dlatego właśnie naturalne światło to nie jest jakiś luksus z katalogu wellness. To dosłowne paliwo, bez którego nasz silnik katuje się na wolnych obrotach. Nawet w najbardziej ponury dzień na zewnątrz jest kilkadziesiąt razy więcej luksów – jednostek natężenia światła – niż w najlepiej oświetlonym biurze. Twoje oczy i Twój wewnętrzny zegar doskonale o tym wiedzą. Warto o tym pamiętać, kiedy po raz kolejny z rzędu zaciągasz rolety i włączasz netflixa o czwartej po południu.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.