Kiedy internet w mieszkaniu zaczyna zwalniać, pierwszą reakcją większości ludzi jest złorzeczenie na dostawcę. W końcu płacisz za szybki światłowód, a strony łamią się jak za czasów modemu telefonicznego, zwłaszcza kiedy usiądziesz na kanapie w najdalszym pokoju. Zazwyczaj winą obarczamy samo urządzenie dostarczone przez operatora. Kupujemy więc nowy, droższy sprzęt z ośmioma antenami, podłączamy go i… okazuje się, że problem wcale nie zniknął. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest prosta: sam router to dopiero połowa sukcesu.
Fizyka nie znosi betonu, czyli dlaczego fale Wi-Fi znikają
Wi-Fi to w gruncie rzeczy niewidzialne fale radiowe, bardzo podobne do tych, które odbiera radio w samochodzie. Skoro to fale, to muszą pokonać drogę z punktu A do punktu B. I tu zaczynają się schody, bo nasze mieszkania to nie są otwarte hale, tylko labirynty z cegły, żelbetu, płyt gipsowych, a czasem nawet metalowych stelaży.
Największym wróg domowego internetu bezprzewodowego jest żelbet. Ściany nośne potrafią pochłonąć sygnał do tego stopnia, że po przejściu przez dwie z nich z początkowych trzystu megabitów zostaje ledwie pięć. Do tego dochodzą lustra z powłoką metaliczną, grube szyby w oknach, a nawet akwaria. Woda doskonale tłumi fale radiowe. Jeśli Twój router stoi schowany w szafce pod telewizorem, obok dekodera i metalowego grzejnika, to cud, że w ogóle łapiesz zasięg w kuchni.
Kanały radiowe, czyli sąsiedzi w tym samym pokoju
Masz świetny sprzęt, router stoi na środku salonu, a internet nadal rwie? Prawdopodobnie masz tłok na drodze. Wi-Fi działa na określonych częstotliwościach – najczęściej 2.4 GHz oraz 5 GHz. Ta pierwsza jest jak autostrada w godzinach szczytu, na której każdy jedzie pod prąd. W bloku z wielkiej płyty Twoja sieć musi dzielić to samo pasmo z dziesięcioma innymi sieciami Twoich sąsiadów.
Każdy router ma do dyspozycji kilka kanałów radiowych. Jeśli wszystkie urządzenia w okolicy ustawią się na ten sam kanał, zaczynają się wzajemnie zagłuszać. To tak, jakby dwadzieścia osób rozmawiało głośno w tym samym, małym pokoju – nikt nikogo nie rozumie. Przełączenie routera na mniej obciążony kanał potrafi zdziałać cuda, a nie kosztuje ani złotówki.
Częstotliwości mają znaczenie: 2.4 GHz kontra 5 GHz
Współczesne routery są dwuzakresowe i warto wiedzieć, do czego służy każde pasmo. Pasmo 2.4 GHz jest jak długodystansowiec – ma świetny zasięg i bez problemu przenika przez ściany, ale jest powolne i zatłoczone. Pasmo 5 GHz to sprinter – oferuje ogromne prędkości, ale ma krótkie nogi i nie lubi przeszkód.
Najczęstszy błąd polega na podłączaniu wszystkich domowych sprzętów do jednego worka. Telewizor, konsolę czy komputer stacjonarny najlepiej trzymać na paśmie 5 GHz, bo tam przepustowość jest najwyższa. Z kolei inteligentne żarówki, odkurzacz automatyczny czy głośniki bezprzewodowe bez problemu zadowolą się pasmem 2.4 GHz, zwalniając miejsce tam, gdzie jest ono bardziej potrzebne.
Miejsce ma znaczenie, czyli gdzie postawić router
Większość z nas podłącza internet tam, gdzie kabel wchodzi do mieszkania – zazwyczaj tuż przy drzwiach wejściowych w przedpokoju. To najgorsze możliwe miejsce. Router rozchodzi się falami we wszystkie strony, więc ustawiając go w rogu mieszkania, marnujesz połowę jego zasięgu na klatkę schodową albo ogródek sąsiada.
Idealne miejsce na router to geograficzny środek mieszkania, w miarę możliwości na otwartej przestrzeni, na wysokości około metra od podłogi. Unikaj stawiania go na podłodze, za zasłonami czy wciśniętego między książki na półce. Im mniej przeszkód bezpośrednio wokół urządzenia, tym stabilniejsze połączenie w każdym zakamarku domu.
Kiedy sam router nie wystarcza
Nawet najlepiej ustawiony router może polec w starciu z dużym mieszkaniem, grubymi stropami w kamienicy albo domem piętrowym. W takiej sytuacji nie ma co liczyć na cudowne ozdoby ze zdjęć z internetu. Trzeba sięgnąć po sprawdzone rozwiązania sieciowe.
Pierwszym z nich są wzmacniacze sygnału, czyli popularne repeatery. To małe urządzenia wkładane bezpośrednio do gniazdka elektrycznego. Działają jak tłumacz na wiecu – odbierają słaby sygnał z routera i nadają go dalej. Mają jednak wadę: często obniżają prędkość o połowę, bo muszą jednocześnie odbierać i wysyłać dane.
Dlatego obecnie standardem stają się systemy typu Mesh. Składają się z kilku mniejszychstacji rozstawionych po mieszkaniu, które tworzą jedną, spójną sieć. Chodząc z telefonem po domu, przełączasz się między nimi niezauważalnie, a prędkość internetu nie spada. To rozwiązanie droższe, ale w stu procentach skuteczne.
Kabel wciąż jest król
O tym aspekcie często zapominamy w erze wszechobecnego bezprzewodowego dostępu. Tradycyjny kabel ethernetowy nadal jest najszybszym, najbardziej stabilnym i odpornym na zakłócenia sposobem przesyłania danych.
Jeśli masz w domu stacjonarny komputer do grania, telewizor 4K służący do oglądania serwisów streamingowych albo konsolę, po prostu podłącz je kablem. Odciąży to sieć Wi-Fi i sprawi, że domownicy korzystający z telefonów czy tabletów w innych pokojach odczują wyraźną poprawę płynności działania internetu.
Dobrze działające Wi-Fi to wypadkowa kilku czynników: odpowiedniej lokalizacji sprzętu, wyboru właściwej częstotliwości, unikania fizycznych przeszkód oraz ewentualnego wsparcia w postaci systemów Mesh. Zamiast wydawać pieniądze w ciemno na najdroższy router w sklepie, zacznij od optymalizacji tego, co już masz w domu.

Zostaw komentarz