Home » Powrót do prostych sposobów spędzania wolnego czasu

Powrót do prostych sposobów spędzania wolnego czasu

Powrót do prostych sposobów spędzania wolnego czasu

Żyjemy w czasach, kiedy telefon stał się przedłużeniem naszej dłoni, a komputer – oknem na nieskończony świat powiadomień, maili i filmików. Wracasz do domu, opadasz na kanapę i zamiast odpocząć, zaczynasz bezmyślnie przewijać ekran. Znasz to uczucie, kiedy mija godzina, a Ty nie pamiętasz z tego czasu absolutnie nic, poza zmęczeniem oczu? To dlatego coraz częściej szukamy dróg ucieczki. Nie w egzotyczne podróże, ale do zwykłej, codzienne prostoty.

Przez ostatnie lata wmówiono nam, że wolny czas trzeba optymalizować. Masz biegać w maratonach, uczyć się trzeciego języka z aplikacji, robić na drutach swetry z wełny merynosa albo przynajmniej piec zakwas na chleb. Odpoczynek stał się kolejnym zadaniem do odhaczenia na liście. A przecież chodzi o coś zupełnie innego – o święty spokój.

Dlaczego przekombinowaliśmy odpoczynek?

Kiedy wszystko dookoła przyspiesza, nasz mózg próbuje nadążyć. W efekcie nawet hobby zamieniamy w wyścigi. Kupiłeś rower? No to teraz musisz robić po pięćdziesiąt kilometrów dziennie i kupić profesjonalny stroje z lycry. Zająłeś się fotografią? Już szukasz aparatu za dziesięć tysięcy, bo przecież na telefonie to nie sztuka. Zgubiliśmy gdzieś po drodze radość z robienia rzeczy po prostu tak sobie.

Proste spędzanie wolnego czasu nie wymaga budżetu, aplikacji ani certyfikatów. Wymaga za to zgody na nudę. A nudy boimy się najbardziej, bo nudzić się to znaczy zostać sam na sam ze swoimi myślami. A co, jeśli te myśli wcale nie są takie straszne?

Książka, która pachnie papierem

Zacznijmy od klasyki, która w dobie czytników i audiobooków powoli staje się luksusem. Zwykła, papierowa książka. Nie chodzi o to, żeby czytać pięćdziesiąt pozycji rocznie do statuetki na portalu czytelniczym. Chodzi o to, żeby usiąść z herbatą, wyłączyć telefon w drugim pokoju i czytać przez pół godziny jedno opowiadanie.

Papier ma w sobie coś uziemiającego. Szeleści, waży tyle ile waży, nie rozładowuje się po trzech godzinach i nie wysyła powiadomień, że ktoś polubił Twój komentarz. Kiedy czytasz papierową książkę, świat zwalnia. To trochę tak, jakbyś w pędzącym pociągu zaciągnął hamulec bezpieczeństwa – tylko po to, żeby rozejrzeć się przez okno.

Spacer bez celu i bez liczenia kroków

Kolejna prosta sprawa, którą totalnie skomplikowaliśmy, to spacer. Kiedyś szło się na spacer, żeby przewietrzyć głowę. Dzisiaj idziemy na spacer ze słuchawkami w uszach, włączoną aplikacją treningową, która mierzy tętno, spalone kalorie i tempo marszu.

Spróbuj raz pójść na spacer zupełnie inaczej. Zostaw zegarek w domu, wyciągnij słuchawki z uszu i idź tam, gdzie poniesie Cię wzrok. Bez planu, bez trasy. Popatrz na chmury, spójrz jak sąsiad maluje płot, przystań przy starej jabłoni. Taki spacer nie spali tylu kalorii co interwały, ale da Twojej głowie coś bezcennego – przestrzeń do oddychania.

Ręce, które robią coś z niczego

Nasze babcie i dziadkowie po pracy robili rzeczy rękami. Ktoś rzeźbił w drewnie, ktoś haftował, ktoś naprawiał stary stołek. Dzisiaj nasze ręce przez cały dzień dotykają tylko gładkiej tafli szkła albo klawiatury laptopa. Nic dziwnego, że czujemy wewnętrzny niepokój.

Wrócenie do prostych zajęć manualnych nie musi oznaczać wielkich talentów artystycznych. Może to być ugotowanie zupy z tego, co zostało w lodówce, bez przepisu z internetu. Może to być posadzenie ziół w doniczkach na balkonie albo poskładanie ubrań bez włączania serialu w tle. Kiedy skupiasz się na prostym ruchu rąk, odpoczywasz od myślenia o pracy, kredytach i planach na następny tydzień.

Zasada trzech kroków do prostoty

Jeśli chcesz wprowadzić więcej prostoty do swojego wolnego czasu, nie rezygnuj nagle ze wszystkiego. Zrób to po kawałku:

Po pierwsze – odłóż telefon. Nie na stół ekranem do góry, tylko do szuflady. Zniknął z pola widoczności? Zniknął z głowy.

Po drugie – wybierz jedno zajęcie, które nie ma żadnego celu. Nie musisz w nim być dobry. Masz czerpać z niego frajdę.

Po trzecie – zaakceptuj, że na początku będziesz czuć dziwną pustkę. To normalne. Twój organizm odzwyczaił się od ciszy.

Magia nicnierobienia

Najtrudniejszą sztuką w dzisiejszych czasach jest umiejętność gapienia się w sufit. Bez wyrzutów sumienia, bez poczucia, że marnujesz życie. Usiąść na fotelu, popatrzyć przez okno jak pada deszcz i nie robić absolutnie nic. To nie jest lenistwo. To jest higiena psychiczna.

Warto pamiętać, że życie to nie wyścig na efektywność. Najlepsze wspomnienia z dzieciństwa rzadko wiążą się z momentami, kiedy robiliśmy coś bardzo ambitnego. Zazwyczaj pamiętamy zwykłe popołudnia, kiedy nic nie musieliśmy, a czas płynął wolno i leniwie.

Więc może dzisiejszy wieczór spędzić właśnie tak? Bez planu, bez ekranów, bez presji. Po prostu bycząc się po staremu.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.