Zapach rosołu gotowanego przez kilka godzin w niedzielne przedpołudnie albo kromka białego chleba z masłem i cukrem zjedzona na ganku u babci to obrazy, które wracają znienacka. Wystarczy jedna nuta w powietrzu, żeby cofnąć się o dwadzieścia czy trzydzieści lat. Czas mija, zmieniają się miasta, praca, rachunki do zapłacenia, a tamten smak wciąż mieszka gdzieś w pamięci. Problem polega na tym, że kiedy próbujemy go odtworzyć w dorosłym życiu, coś wyraźnie nie gra. Zupa smakuje inaczej, truskawki wydają się mniej słodkie, a drożdżówka nie ma już tej dawnej lekkości. To nie jest kwestia kaprysu ani tego, że kiedyś wszystko było lepsze. Biologia, chemia i ludzka pamięć tworzą mieszankę, która sprawia, że jedzenie z dzieciństwa po przekroczeniu trzydziestki staje się niemal nieosiągalnym mitem.
Biologia kubków smakowych i czas
Człowiek rodzi się z ogromną liczbą receptorów smakowych. Dzieci mają ich znacznie więcej niż dorośli, co oznacza, że świat odbierają w sposób dosłownie bardziej intensywny. To, co dla trzydziestolatka jest przyjemnie słodkie, dla pięciolatka bywa eksplozją smaku. Z wiekiem te komórki powoli obumierają i nie odradzają się już tak szybko. Proces ten zachodzi niezauważalnie przez całe dorosłe życie. Kiedy więc po latach sięgamy po ten sam produkt, nasze narzędzia pomiarowe są już po prostu zużyte. Kubki smakowe nie rejestrują bodźców tak samo jak kiedyś, więc nawet idealnie skopiowany przepis nie da tego samego efektu w ustach.
Do tego dochodzi węch, który odpowiada za dziewięćdziesiąt procent tego, co nazywamy smakiem. Nabłonek węchowy również ulega naturalnemu zużyciu. Dorosłe życie przynosi też inne obciążenia, takie jak stres, zmęczenie czy czasem codzienne nawyki, jak picie kawy czy rzadkie, ale jednak, palenie papierosów. To wszystko sprawia, że czułość naszych zmysłów spada. Świat gastronomiczny staje się nieco bardziej płaski, pozbawiony tych ostrych, wyrazistych kontrastów, które były codziennością w czasach szkoły podstawowej.
Emocje jako najlepsza przyprawa
Smak to nie tylko fizyka i chemia, ale przede wszystkim psychologia. Kiedy jemy coś jako dziecko, jedzenie rzadko jest osobnym wydarzeniem. Zazwyczaj towarzyszy mu poczucie bezpieczeństwa, brak kredytów, brak trosk o jutro i ciepło domu. Mózg zapisuje te chwile w pakiecie. Jedzenie staje się nośnikiem emocji. Gdy jemy ulubione ciasto upieczone przez kogoś bliskiego, nie oceniamy go tylko obiektywnie pod kątem ilości cukru czy stopnia wypieczenia. Odbieramy całą otoczkę psychologiczną, która za tym stoi.
Po trzydziestce nasza wrażliwość emocjonalna jest inna. Wiemy już, jak skomplikowane potrafi być życie, nosimy w sobie zmęczenie i rutynę. Kiedy próbujemy odtworzyć ten bezpieczny smak, jemy go w zupełnie innym stanie ducha. Brakuje tego kluczowego składnika, jakim była beztroska. Dorosły mózg próbuje oszukać czas za pomocą jedzenia, ale napotyka mur rzeczywistości. Smak może być pyszny, ale nie przynosi już tamtego dawnego ukojenia, bo sam kontekst uległ całkowitej zmianie.
Jak zmieniła się żywność
Nie można też udawać, że jedzenie wokół nas zostało takie samo. Przez ostatnich trzydzieści lat przemysł spożywczy wykonał gigantyczny skok. To, co kiedyś kupowało się w osiedlowym sklepie, miało zupełnie inny cykl produkcji. Warzywa i owoce hodowano z myślą o trwałości i tradycyjnym wzroście, a nie o tym, jak przetrwać transport na drugi koniec kontynentu i wyglądać idealnie na półce przez trzy tygodnie. Hodowla zwierząt, odmiany zbóż, a nawet technologia wypieku chleba przeszły potężną metamorfozę.
Współczesne pomidory rzadko pachną słońcem, bo są zbierane na zielono i dojrzewają w chłodniach pod wpływem gazów. Mleko w butelce ma inny proces pasteryzacji, a masło zawiera inną ilość wody. Nawet jeśli znajdziemy małego dostawcę, nasze oczekiwania są już przefiltrowane przez wspomnienia, które z natury rzeczy nieco podkolorowują rzeczywistość. Jedzenie z dzieciństwa wydaje się nam doskonałe, bo pamięć wycina z niego nudne chwile, zostawiając samą esencję przyjemności.
Czy można wrócić do tamtych smaków
Wielu ludzi próbuje odnaleźć dawne smaki, jeżdżąc do małych miejscowości, szukając starych zeszytów z przepisami babć albo kupując produkty z certyfikatami tradycji. Czasem udaje się trafić blisko. Zapach drożdżowego ciasta wyjętego z pieca na wsi potrafi na chwilę zdziałać cuda. Trzeba jednak zaakceptować fakt, że próba dogonienia smaku z dzieciństwa to trochę jak próba wejścia do tej samej rzeki. Woda cały czas płynie, a my jesteśmy już w innym miejscu.
Zamiast szukać rozczarowania w próbach wiernego kopjowania przeszłości, lepiej spojrzeć na to inaczej. Współczesny smak ma swoje własne zalety. Po trzydziestce potrafimy docenić subtelności, balans kwasowości, wytrawne nuty czy orientalne przyprawy, które dla dziecka byłyby po prostu niestrawne. Zamiast tęsknić za tym, co bezpowrotnie minęło, można tworzyć nowe wspomnienia kulinarne. Kto wie, może za dwadzieścia lat dzisiejsza, nieskomplikowana owsianka albo szybko ugotowany makaron z sosem pomidorowym będą dla kogoś tym bezcennym smakiem z młodości.

Zostaw komentarz