Home » Dlaczego białe sneakersy stały się niemal uniwersalne

Dlaczego białe sneakersy stały się niemal uniwersalne

Dlaczego białe sneakersy stały się niemal uniwersalne

Kiedy przeglądam stare zdjęcia z wakacji sprzed kilkunastu lat, zawsze zwracam uwagę na buty. Mój brat na przykład biegał w topornych adidasa z grubą podeszwą, a ja miałem jakieś sznurowane dziwactwa w kolorze zgniłej zieleni. Dziś wystarczy spojrzeć na ulicę w dowolnym mieście w Europie, żeby zauważyć zmianę. Wszyscy, bez względu na wiek i zawód, noszą białe sneakersy. Student z plecakiem, pani dyrektor w garniturze i facet wyprowadzający psa o szóstej rano – każdy ma na nogach dokładnie ten sam model buta, różniący się co najwyżej logo na języku.

To nie jest przypadek ani chwilowa kapryśna moda, która minie za dwa miesiące. Białe sneakersy stały się częścią naszej codziennej bazy, trochę jak czarny t-shirt albo dobrze leżące dżinsy. Dlaczego tak się stało? Zastanawiałem się nad tym ostatnio, czyszcząc swoje kolejne już białe skórzane buty szczoteczką z odrobiną szarego mydła. Odpowiedź wcale nie tkwi w wielkim designie, ale w naszej zmęczonej potrzebą kombinowania naturze.

Jak białe buty przestały kojarzyć się tylko z kortem tenisowym

Jeszcze w latach osiemdziesiątych białe buty sportowe miały swoje ściśle określone miejsce. Grało się w nich w tenis, biegało po bieżni albo grało w kosza. Były narzędziem pracy sportowców. Potem powoli przeniknęły do kultury hip-hopowej, gdzie lśniącą biel czyszczono starannie starą szczoteczką do zębów. Ale wciąż były to buty specyficzne, wymagające określonego kontekstu. Jeśli założyłeś je do garnitury, ludzie pukali się w czoło. Sądząc, że pomyliłeś garderobę.

Przełom nastąpił wtedy, kiedy moda zaczęła zjadać własny ogon i potrzebować wygody. Ludzie przestali chcieć cierpieć dla ładnego wyglądu. Szpilki męczą stopy, lakierki obcierają pięty, a męskie pantofle na twardej podeszwie sprawiają, że po pięciu kilometrach chodzenia po mieście masz ochotę płakać. Białe sneakersy weszły w tę lukę bezszelestnie. Zaoferowały coś, czego brakowało innym butom – pełen komfort przy jednoczesnym zachowaniu czystej formy.

Kolor, którego właściwie nie ma

Biel to nie kolor. Biel to brak koloru albo suma wszystkich barw, zależy jak na to spojrzeć fizycznie. W świecie mody działa ona jak idealne tło. Kiedy ubierasz się rano do pracy i zakładasz szare spodnie oraz granatową bluzę, masz problem – jakie buty do tego pasują? Brązowe mogą gryźć się z odcieniami, czarne bywają za ciężkie. A białe sneakersy po prostu tam są. Działają jak kropka nad i, która niczego nie narzuca.

To trochę jak z białym tłem w galerii sztuki. Obraz wisi na ścianie i to on przyciąga wzrok, a ściana tylko robi dla niego miejsce. Podobnie dzieje się z resztą ubrań. Białe buty gaszą krzykliwe kolory i dodają lekkości cięższym materiałom. Załóż wełniany płaszcz i ciężkie zimowe trapery – wyglądasz jak drwal. Załóż ten sam płaszcz i białe skórzane trampki – nagle robisz wrażenie kogoś, kto po prostu ma świetny, swobodny gust i nie stara się zbytnio.

Ludzie boją się bieli, bo uważa się ją za niepraktyczną. I tu tkwi paradoks. Skoro są tak brudzące, to dlaczego nosimy je masowo? Bo brudne białe sneakersy stały się symbolem. O ile kiedyś zżółkła podeszwa oznaczała, że czas wyrzucić buty do kosza, o tyle dziś lekko zużyte, miękkie, skórzane buty pokazują, że żyjesz, chodzisz, a nie tylko stoisz na wystawie.

Skończyła się moda na sztywne ramy

Najważniejszy powód uniwersalności tych butów tkwi w tym, jak zmieniliśmy nasze życie. Praca zdalna, elastyczne godziny, kawiarnie zamiast biur – to wszytko sprawiło, że pojęcie dress code’u mocno się rozmyło. Krawaty leżą na dnie szafy i pokrywają się kurzem, a garnitury nosimy na śluby znajomych albo pogrzeby.

W świecie, w którym granica między czasem wolnym a pracą przestała istnieć, potrzebujemy ubrań hybrydowych. Butów, w których możesz rano pojechać na rowerze na spotkanie biznesowe, a wieczorem pójść na piwo ze znajomymi i w obu sytuacjach czuć się na miejscu. Białe sneakersy zdały ten test najlepiej ze wszystkich. Są wystarczająco eleganckie dzięki prostej linii i skórze licowej, a jednocześnie wystarczająco luźne, by nie sprawiać wrażenia, że urwałeś się z pogrzebu.

Nie ma sensu dorabiać do tego głębokiej filozofii. Kupujesz parę, nosisz ją aż do zjeżdżenia, a potem kupujesz drugą, dokładnie taką samą. I to jest w tym wszystkim najbardziej uwalniające.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.