Home » Co firma może zyskać, rezygnując z części klientów

Co firma może zyskać, rezygnując z części klientów

Co firma może zyskać, rezygnując z części klientów

Więcej klientów wcale nie oznacza lepszego biznesu. To zdanie brzmi niemal jak herezja w świecie, gdzie od rana do wieczora słyszymy o konieczności ciągłego wzrostu, skalowania i bicia kolejnych rekordów sprzedaży. Każdy dodatkowy nabywca jest jednak kosztem, a nie tylko czystym zyskiem, o czym przekonuje się wielu przedsiębiorców dopiero wtedy, gdy toną w operacyjnym chaosie. Zastanów się przez chwilę, czy Twoja firma rzeczywiście potrzebuje każdego, kto wyciąga portfel, czy może czas najwyższy zrobić w cennikach i relacjach porządne, głębokie cięcia.

Dlaczego gubimy się w pogoni za każdym kontraktem

Początki bywają brutalne. Kiedy startujesz, bierzemy wszystko, co dają. Pierwsze zlecenia, nawet te najmniejsze i najbardziej uciążliwe, dają tlen, płacą rachunki i pozwalają przetrwać najgorsze. Problem polega na tym, że nawyki z okresu przetrwania zostają z nami na lata. Firma rośnie, ma już ugruntowaną pozycję, a szef wciąż drży na myśl o odrzuceniu jakiegokolwiek zapytania ofertowego.

To trochę tak, jakbyś pakował do małego plecaka na górską wycieczkę absolutnie wszystko, co znajdziesz w pokoju. Zamiast lekkich butów i wody, wrzucasz zapasową patelnię, stare książki i żelazko. W końcu droga staje się tak stroma, że nie idziesz naprzód, tylko czołgasz się pod ciężarem bagażu. W biznesie tym zbędnym bagażem są klienci, którzy generują minimalny przychód, za to maksymalną ilość stresu.

Nie każdy pieniądz ma taką samą wartość. Sto złotych zarobione na kliencie, który dzwoni pięć razy dziennie z pretensjami, kosztuje Cię znacznie więcej energii niż tysiąc złotych od kogoś, kto docenia Twoją pracę i płaci terminowo. Gdy wreszcie to dostrzeżesz, perspektywa drastycznie się zmienia.

Klient, który wysysa życie z Twojego zespołu

Spójrz na swój zespół. Pracownicy to najdroższy zasób, jaki masz. Jeśli ich czas i zaangażowanie są stale absorbowane przez osoby, które nieustannie narzekają, żądają rabatów i negocjują każdy grosz, to tracisz dwa razy. Tracisz pieniądze na ich obsługę i tracisz ludzi, którzy po prostu się wypalają.

Znasz to uczucie, gdy na widok numeru telefonu konkretnej osoby robi Ci się słabo? To najlepszy i najbardziej niezawodny sygnał ostrzegawczy. Ciało i intuicja mówią Ci dokładnie to, czego Excel jeszcze nie zdążył policzyć. Ten klient po prostu się nie opłaca.

Kiedy rezygnujesz z trudnych kontrahentów, dzieje się coś magicznego. Zespół odzyskuje spokój. Nagle okazuje się, że pracownicy mają czas na to, co naprawdę ważne – na wymyślenie lepszego produktu, na szybszą obsługę tych, którzy płacą najwięcej, albo po prostu na złapanie oddechu. Spokój w zespole to lepsza jakość usług, a lepsza jakość to zadowoleni klienci, którzy zostają z Tobą na lata.

Reguła Pareto w praktyce, czyli kto naprawdę robi Twój wynik

Zasada osiemdziesięciu do dwudziestu sprawdza się w biznesie niemal bezbłędnie. Zazwyczaj dwadzieścia procent klientów przynosi osiemdziesiąt procent zysków. Reszta to tło, które tworzy iluzję dużego ruchu, ale nie przekłada się na konkretne kwoty na koncie pod koniec miesiąca.

Co ciekawe, ta druga grupa, czyli te osiemdziesiąt procent mniej zyskownych klientów, generuje zazwyczaj osiemdziesiąt procent problemów. Dzwonią w weekendy, nie czytają umów, wymagają indywidualnego traktowania przy hurtowych cenach i najczęściej spóźniają się z płatnościami.

Kiedy robisz porządki i rezygnujesz z tej problematycznej bazy, nagle zwalniają się moce przerobowe. Możesz wtedy skupić się na tych najbardziej dochodowych dwudziestu procentach. Zaoferować im lepszy serwis, pogłębić relacje, sprawić, by czuli się autentycznie ważni. Większa uwaga poświęcona właściwym ludziom przynosi znacznie lepsze efekty finansowe niż bezowocna walka o masowego, przypadkowego odbiorcę.

Jak mądrze i bez żalu pożegnać się z klientem

Odrzucanie klientów nie musi oznaczać palenia za sobą mostów czy trzaskania drzwiami. Chodzi o to, by zrobić to z klasą i korzyścią dla obu stron. Czasami wystarczy podnieść ceny do poziomu, który odzwierciedla realny wysiłek, jaki musisz włożyć w realizację zlecenia. Jeśli klient zaakceptuje nową stawkę, nagle przestaje być uciążliwy, bo dodatkowe pieniądze rekompensują nerwy. Jeśli zrezygnuje – osiągasz dokładnie to, co zamierzałeś.

Możesz też otwarcie powiedzieć, że profil Twojej działalności się zmienił i nie jesteś w stanie dłużej świadczyć usług na dotychczasowych warunkach. Czasami warto wręcz polecić kogoś innego, kto dopiero zaczyna i potrzebuje właśnie takiego klienta. To czysty profesjonalizm, który buduje dobrą opinię na rynku.

Najtrudniej jest wykonać ten pierwszy krok. Decyzja o rezygnacji boli psychicznie, bo w głowie wciąż mamy lęk przed stratą jakiegokolwiek przychody. Pamiętaj jednak, że wolne miejsce po trudnym kliencie nie pozostanie puste na długo. Kiedy robisz przestrzeń, niemal natychmiast pojawia się w niej coś lepszego. To prosta, życiowa mechanika.

Co zyskujesz na czysto

Podsumujmy to krótko i bez zbędnego patosu. Rezygnując z części klientów, zyskujesz przede wszystkim święty spokój. Zyskujesz czas, który możesz przeznaczyć na rozwój biznesu, zamiast na gaszenie codziennych pożarów. Zyskujesz energię swojego zespołu, która przestaje być marnowana na bezproduktywne spory.

Zyskujesz też coś jeszcze cenniejszego – reputację firmy, która wie, czego chce. Marka, która nie bierze każdego zlecenia jak leci, zyskuje w oczach rynku na wartości. Staje się bardziej selektywna, a przez to postrzegana jako bardziej ekspertowa i profesjonalna.

Przestań więc bać się mniejszej liczby faktur. Zacznij liczyć czysty zysk, efektywność i komfort pracy. Czasami mniej na papierze oznacza znacznie więcej w rzeczywistości, a odważne cięcia to najlepsza inwestycja w stabilną przyszłość Twojej firmy.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.