Home » Jedzenie, którego nie da się dobrze sfotografować, ale trudno mu odmówić

Jedzenie, którego nie da się dobrze sfotografować, ale trudno mu odmówić

Jedzenie, którego nie da się dobrze sfotografować, ale trudno mu odmówić

Istnieje specyficzna kategoria potraw, które na ekranie smartfona wyglądają jak kulinarna katastrofa, ale w rzeczywistości stanowią szczytowe osiągnięcie domowego lub małego gastronomicznego komfortu. To jedzenie, które nie dba o atencję w social mediach, nie pozuje do obiektywu i nie potrzebuje idealnego oświetlenia. Zamiast tego oferuje czystą, niczym nieusprawiedliwioną przyjemność, której trudno się oprzeć, nawet gdy rozsądek podpowiada coś zupełnie innego.

Współczesna kultura karmi nas obrazami. Wszystko musi być kolorowe, chrupiące, idealnie ułożone na talerzu z matowej ceramiki, koniecznie w świetle poranka padającym z boku. Tymczasem najsmaczniejsze rzeczy na świecie mają tendencję do przybierania formy brązowych, bezkształtnych mas, które na zdjęciu przypominają wszystko, tylko nie jadalny produkt. I w tym tkwi ich największy urok. Brak wizualnej presji sprawia, że te potrawy są całkowicie szczere.

Brzydkie, ale genialne – estetyka chaosu na talerzu

Weźmy na przykład klasyczny gulasz albo dobrze ugotowaną owsiankę z masłem orzechowym i bananem. Z góry wygląda to jak grudkowata breja. Obiektyw aparatu bezlitośnie obnaża każdy mankament, wyciągając na wierzch ponure barwy i brak jakiejkolwiek geometrii. Jednak zapach, który unosi się znad garnka, natychmiast odcina logiczne myślenie. Jedzenie, które wygląda źle, często smakuje najlepiej, ponieważ nie musi nadrabiać wyglądem tego, co traci w smaku. W przypadku potraw fotogenicznych często bywa odwrotnie – piękna skorupka skrywa nudne wnętrze.

Podobnie sprawa ma się z różnego rodzaju zapiekankami makaronowymi, które spędziły w piecu nieco za dużo czasu. Ser topi się w sposób nieregularny, tworząc twarde, ciemne plamy, a sos pomidorowy lubi bulgotać i pryskać na boki. Kiedy nakłada się to na zwykły talerz, wychodzi z tego kulinarny potwór Frankensteina. Ale pierwszy kserowaty kęs ciągnącego się sera i miękkiego makaronu natychmiast resetuje wszelkie estetyczne wątpliwości. To są smaki budujące domowe poczucie bezpieczeństwa.

Festiwal brązowych barw i miękkiej konsystencji

Gdy spojrzy się na talerz pełen flaczków, grochówki z boczkiem albo tradycyjnego polskiego żurku, widać jedno – totalny brak nowoczesnego designu. To potrawy w odcieniach szarości, beżu i brązu. Nie da się zrobić im dobrego zdjęcia bez użycia zaawansowanych trików stylistów jedzenia, którzy do zupy wrzucają plastikowe kuleczki, żeby pływina nie tonęła. W domowych warunkach zupa to po prostu płyn w misce. Czasem uniesie się w nim kawałek majeranku, czasem pływa oko tłuszczu. I tyle.

A przecież gorąca, gęsta zupa grochowa z majerankiem to potrawa, która potrafi uratować najbardziej ponury dzień. Jej siła tkwi w prostocie i ciężarze gatunkowym. Działa jak kulinarny koc, którym można się szczelnie owinąć. Aparat tego nie odda. Aparat zarejestruje tylko kałużę w kolorze błota. Ludzki mózg rejestruje jednak coś zupełnie innego – obietnicę ciepła, sytości i konkretnego, wyrazistego smaku, który nie potrzebuje filtrów z Instagrama.

Dlaczego tak bardzo ciągnie nas do nieestetycznych potraw?

Istnieje psychologiczna przepaść między tym, co chcemy pokazać światu, a tym, co naprawdę chcemy zjeść w samotności wtorkowego wieczoru. Pokazywanie światu sałatki z jarmużem i granatem to komunikat o kontroli nad własnym życiem. Zjadanie prosto z garnka wielkiej porcji zimnych pierogów z mięsem, które skleiły się w jedną bryłę, to akt całkowitej swobody i braku pretensjonalności.

Te potrawy nie mają ego. Nie proszą o zachwyt. Są jakie są – gęste, tłuste, czasem rozpadające się, o podejrzanej konsystencji. Kiedy człowiek patrzy na rozgniecione ziemniaki z masłem i koperkiem, które połączyły się z sosem pieczeniowym w jedną wielką plamę, nie widzi kompozycji artystycznej. Widzi obiad. I w tym zatraceniu się, w tej rezygnacji z estetyki na rzecz czystej fizjologicznej przyjemności, kryje się ogromny spokój.

Sztuka kulinarnej niedoskonałości

Warto czasem odpuścić przymus ładnego jedzenia. Świat i tak stawia nam zbyt wiele wymagań dotyczących tego, jak mamy wyglądać, co robić i jak się prezentować. Talerz nie musi być płótnem malarskim. Czasami ma być po prostu naczyniem, które dostarcza nam energii i poprawia nastrój w najbardziej prozaiczny sposób.

Gdy następnym razem na stole pojawi się coś, co wygląda jak kulinarna porażka, nie warto próbować ustawiać tego pod lepszym kątem. Lepiej po prostu zjeść to ze smakiem, akceptując fakt, że niektóre z najlepszych rzeczy na świecie po prostu nie nadają się do oglądania. One są do jedzenia.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.