Home » Co zniknęło z codzienności, odkąd prawie wszystko mamy w telefonie

Co zniknęło z codzienności, odkąd prawie wszystko mamy w telefonie

Co zniknęło z codzienności, odkąd prawie wszystko mamy w telefonie

Kiedy ostatni raz trzymałeś w rękach papierową mapę, która nie mieściła się w kieszeni i za nic w świecie nie chciała się złożyć z powrotem tak jak trzeba? Albo szukałeś w budce telefonicznej drobnych na bilon, bo bateria w komórce padła akurat wtedy, gdy najbardziej tego potrzebowałeś? Żyjemy w czasach, kiedy smartfon przestał być po prostu gadżetem, a stał się zewnętrznym narządem. Nosimy w kieszeni całe biblioteki, aparaty fotograficzne, kalkulatory, a nawet bilety do kina. Wygoda jest bezdyskusyjna, ale warto czasem na chwilę się zatrzymać i rozejrzeć za tym, co po cichu i bez pożegnania ewakuowało się z naszej codzienności.

Przede wszystkim straciliśmy tę szczególną umiejętność nudzenia się w kolejkach. Kiedyś czekanie na autobus albo na wizytę u lekarza wiązało się z gapieniem się w przestrzeń, czytaniem etykiet na środkach czyszczących albo po prostu z bezmyślnym błądzeniem myślami. Dziś wystarczy ułamek sekundy i odruchowe sięgnięcie do kieszeni. Telefon zabił tę przestrzeń na nudę, która przecież często była wylęgarnią całkiem fajnych pomysłów. Zamiast tego mamy ciągły dopływ bodźców, powiadomień i krótkich filmików, które przelatują nam przed oczami, nie zostawiając w pamięci absolutnie nic.

Przedmioty, które przeszły do historii

Zegarki naręczne dla wielu osób stały się biżuterią, a nie narzędziem do sprawdzania godziny. Po co zakładać coś na rękę, skoro wystarczy zerknąć na podświetlany ekranik? Podobnie stało się z budzikami. Kto jeszcze ma w sypialni to małe, tykające urządzenie z dzwonkiem, który potrafił postawić na równe nogi cały dom? Teraz budzi nas ta sama melodyjka, którą za chwilę włączymy w tramwaju, żeby zagłuszyć hałas silnika.

Z mapami sprawa wyglądała jeszcze ciekawiej. Planowanie dłuższej trasy samochodowej wymagało rozłożenia na stole wielkiego arkusza papieru, zaznaczania mazakiem miast i liczenia kilometrów na oko. Dzisiaj wpisujesz adres w nawigację i nawet nie wiesz, jakimi drogami jedziesz. Z jednej strony to oszczędność nerwów, z drugiej – zatraciliśmy gdzieś zdolność orientacji w terenie. Kiedy padnie bateria, jesteśmy całkowicie bezradni, bo zapomnieliśmy, jak czytać znaki topograficzne i pytać ludzi o drogę.

Pamięć, której już nie ćwiczymy

Kiedyś znało się na pamięć numery telefonów do rodziców, rodzeństwa, a czasem nawet do kilku znajomych ze szkoły. Dzisiaj nie znamy numeru do samego siebie. Telefon zapamiętuje wszystko za nas, przez co nasza naturalna pamięć operacyjna wyraźnie się leni. Skoro informacja jest dostępna w ułamku sekundy pod kciukiem, mózg uznał, że nie ma sensu marnować energii na jej magazynowanie.

To samo dotyczy drobnych faktów, dat czy adresów. Wystarczy wpisać pytanie w wyszukiwarkę. Zniknęła kultura kłótni przy niedzielnym obiedzie o to, w którym roku nakręcono dany film albo kto wygrał mecz w 1998 roku. Kiedyś takie spory trwały godzinami, budziły emocje i wymagały erystyki. Teraz ktoś wyciąga telefon, sprawdza w pięć sekund i po temacie. Szybko, sprawnie, ale też trochę nudno.

Znikające nawyki i chwile prywatności

Albumy ze zdjęciami to kolejny skarb, który przeszedł do lamusa. Dawniej wywoływanie kliszy wiązało się z pewnym rytmem. Czekało się na odbitki, a potem wklejało się je do grubych ksiąg, opisując datami i zabawnymi komentarzami. Przeglądanie takich albumów podczas wizyty u rodziny miało w sobie coś z rytuału. Teraz mamy gigantyczne foldery w chmurze, w których leżą tysiące rozmazanych zdjęć jedzenia, kotów i zrobionych przypadkiem screenshotów. Rzadko kiedy do nich wracamy, bo są wszędzie i nigdzie zarazem.

Zmienił się też sposób, w jaki rozmawiamy. Zamiast długich rozmów telefonicznych, w których trzeba było podtrzymywać temat, mamy szybkie wiadomości tekstowe pełne emotikonów i skrótów. Zniknęła ta lekka tremę przed zadzwonieniem do kogoś obcego, na przykład w sprawie ogłoszenia o pracę. Wszystko załatwiamy bezgotówkowo, bezosobowo, klikając w ekrany.

Czy to wszystko to powód do płaczu? Niekoniecznie. Świat idzie do przodu, a technologia ma ułatwiać życie i zazwyczaj dokładnie to robi. Warto jednak od czasu do czasu zrobić mały detoks. Wyłączyć powiadomienia, wyjść na spacer bez telefonu w kieszeni albo kupić zwykły notes na przepisy. Czasem warto oddać trochę przestrzeni temu, co analogowe, żeby po prostu poczuć, że żyjemy tu i teraz, a nie wirtualnie.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.