Home » Ubrania, które miały być praktyczne, a stały się symbolem stylu

Ubrania, które miały być praktyczne, a stały się symbolem stylu

Ubrania, które miały być praktyczne, a stały się symbolem stylu

Historia mody lubi żarty. Czasem projektanci męczą się nad nową kolekcją, szukają inspiracji w sztuce albo architekturze, a potem przychodzi robotnik, marynarz albo listonosz i robi całą robotę za nich. Wchodzimy w świat ubrań, które miały ułatwić życie w trudnych warunkach, a skończyły na wybiegach i w szafach ludzi, którzy widzieli błoto co najwyżej w doniczce z fikusem.

Zastanówmy się, dlaczego tak się dzieje. Odpowiedź jest prosta – funkcjonalność ma w sobie coś pierwotnego. Rzecz zaprojektowana po to, żeby działać, rzadko bywa brzydka. Jej forma wynika z czystej potrzeby. Kiedy zdejmujemy z ubrania całą tę modową warstwę pretensjonalności i zostawiamy sam szkielet przydatności, nagle okazuje się, że to broni się samo.

Jeansy – od namiotu do salonu

Zacznijmy od klasyki, czyli dżinsów. Wiadomo, każdy ma przynajmniej jedną parę w szafie. Mało kto jednak pamięta, że te spodnie miały służyć do tarzania się w pyłach kopalń i szukania złota na Dzikim Zachodzie. Levi Strauss i Jacob Davis wymyślili je dla poszukiwaczy przygód, którzy potrzebowali czegoś trwalszego niż zwykłe płócienne gacie. Miedziane nity miały powstrzymać rozrywanie się szwów pod wpływem ciężaru bryłek złota w kieszeniach.

Przez dziesięciolecia były symbolem klasy robotniczej. Robotnik w dżinsach to obrazek z amerykańskich kronik filmowych. A potem przyszło Hollywood. James Dean i Marlon Brando założyli je na ekran i zrobili z nich mundur buntu. Nagle robotnicze wdzianko stało się symbolem wolności. Dziś dżinsy nosimy wszędzie – do pracy, na randkę, a czasem nawet na śluby, jeśli dress code pozwala na odrobinę luzu. To idealny przykład na to, jak czysta utylitarność wygrywa z elegancją.

Kultowe kurtki pilotki – ciepło w chmurach

Kolejny przykład to kurtka typu bomber, czyli dawna MA-1. Powstała w latach pięćdziesiątych dla amerykańskich pilotów bombowców. Kokpity ówczesnych samolotów bywały nieszczelne, a na dużych wysokościach temperatura spadała do wartości mrożących krew w żyłach. Piloci potrzebowali czegoś ciepłego, krótkiego, żeby nie krępowało ruchów przy pasach bezpieczeństwa, i koniecznie z jaskrawomarańczową podszewką, żeby w razie awarii i rozbicia maszyny łatwiej było ich zauważyć z helikoptera ratunkowego.

I znowu – mechanizm zadziałał błyskawicznie. Subkultury młodzieżowe podłapały ten styl, wojskowi demobil zalał surplusy, a stamtąd droga do magazynów modowych była już tylko prosta. Dziś bomberka wisi na wieszakach sieciówek obok eleganckich płaszczy. Nikt już w niej nie bombarduje, za to każdy wygląda w niej tak, jakby zaraz miał wsiąść do maszyny i polecieć nad kanałem La Manche.

Buty robocze z żółtą podeszwą

Trzeci gracz na naszej liście to buty, które ważą tyle, co mały pies, i mają grubą, traktorową podeszwę. Mowa o traperach, które pierwotnie miały chronić stopy drwali przed odrąbaniem palców siekierą albo zmiażdżeniem przez spadający pień. Wodoodporna skóra i solidne szycie to były parametry techniczne, a nie marketingowe obietnice.

Kiedy robotnicy wracali z szychty, ich buty były ubłocone i zniszczone. Ale kiedy te same buty zaczęły trafiać do sklepów w wersji miejskiej, stały się hitem. Noszą je teraz modelki w Nowym Jorku, muzycy rockowi i studenci polonistyki. Dlaczego? Bo dają poczucie stabilności. W świecie, który zmienia się szybciej niż pogoda w kwietniu, solidne, ciężkie buciory dają iluzję, że twardo stąpasz po ziemi.

Nie chodzi o to, że moda nie ma wyobraźni. Chodzi o to, że najlepsze pomysły podsuwa nam samo życie. Ubrania robocze mają w sobie uczciwość. Nie udają niczego, czym nie są. Kiedy nosisz coś, co pierwotnie miało ratować życie albo chronić przed deszczem, przesiąkasz tym duchem praktyczności. To trochę tak, jakbyś pożyczył od kogoś sprawdzony przepis na obiad – wiesz, że zadziała, bo robili to przed Tobą ludzie, którzy nie mieli czasu na kulinarne eksperymenty.

Warto o tym pamiętać, kiedy następnym razem kupisz kolejne spodnie z kieszeniami po bokach, czyli popularne bojówki. One też miały służyć spadochroniarzom do pakowania zapasowego sprzętu. Dziś pakujemy w nie telefon i klucze do samochodu. Koło się zamyka, a my dalej nosimy historię na własnym tyłku, nawet o tym nie wiedząc.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.